Rób więcej, żryj mniej, a załamanie metaboliczne. Cz. II : Cel – Odchudzanie.

Ok ludki! Cel ustalony! Kierunek obrany! Ale przydałaby się mapa i środek transportu.

Inaczej mówiąc; wiemy już czego chcemy, teraz trzeba tylko rozkminić jak tam dotrzeć, żeby nie błądzić po omacku, na pałę (i żeby na pałę nie wyjść hehe 😛 ).

Kluczową kwestią będzie zrozumienie mechanizmów, jakie zachodzą w ciele, kontrolując przy okazji procesy magazynowania czy też redukcji naszego „kochanego” balastu.

Nic nie dzieje się z przypadku, organizm ludzki nie jest tworem chaosu. To super złożona maszyna, sterowana najwyższej klasy „komputerem”, a jego nadrzędnym celem jest utrzymać Cię przy życiu.

Natura na samym starcie wyposażyła nas w pewne mechanizmy przetrwania, które mają zwiększyć nasze szanse na przeżycie w naturalnym środowisku. Jednym z nich jest – a jakżeby inaczej – magazynowanie tkanki tłuszczowej w perspektywie okresu głodu.

Jak to się ma do wyszydzonej przeze mnie teorii „rób więcej, żryj mniej”?

Pomyśl!

Jesteś 90 – 100 kg facetem. Bez względu na to jak się nim stałeś, sam twój ciężar i transportowanie go z miejsca na miejsce, wymaga sporych pokładów energii. Twoje zapotrzebowanie spoczynkowe jest dzięki temu niemałe, tym bardziej, że obciążenie szkieletu, stawów, mięśni i nierzadko organów wewnętrznych jest dużo większe, niż przy optymalnej wadze.

Jak więc twoje centrum dowodzenia odbierze, drastyczne obcięcie racji żywieniowej do poziomu 50kg chłopczyka?

Czy muszę odpowiadać?

Powiesz pewnie; „ale ja wcale nie jem aż tak mało.” Ok! Deficyt kaloryczny możemy uzyskać na dwa sposoby:

  • Poprzez zmniejszenie podaży kalorycznej z pożywienia.
  • Poprzez zwiększenie wydatku energetycznego.

Jeśli Ty po dwóch latach pierdzenia w stołek, zredukowałeś michę o połowę i dołożyłeś jakikolwiek wysiłek(co w twoim wypadku, będzie oznaczało + 100%), może się okazać, że „niechcący” zleciałeś na poziom zapotrzebowania spoczynkowego, albo i poniżej.

Pomyślisz sobie, „super, większa obcinka, więcej schudnę”, otóż niekoniecznie.

Podwajając wysiłek i deficyt kaloryczny, niczego nie ułatwiasz, ponieważ dla organizmu na dłuższą metę jest to najzwyczajniej stres (a kiedy kortyzol jest w zenicie, gubienie fatu jest praktycznie niemożliwe).

Mimo tysięcy lat ewolucji, nadal w głównej mierze rządzą nami pierwotne mechanizmy i twój główny układ sterowania rozpoznaje to po prostu jako okres głodu.

Ok, krótkotrwały głód jest jak najbardziej fizjologiczny, bywa całkiem korzystny (metabolizm glukozy, wrażliwość insulinowa) i jest na pewno bardziej naturalny niż przejedzenie. Natomiast podwójny, świadomy deficyt, utrzymywany restrykcyjnie, w dłuższym okresie czasu, przestawi nasze oprogramowanie w tryb odkładania rezerw energetycznych(w postaci tkanki tłuszczowej).
I to nie wszystko! Ciało ludzkie jako świetny ekonom, zacznie się również pozbywać najbardziej aktywnych tkanek, które potrzebują najwięcej energii by je utrzymać, czyli mięśni (tzw katabolizm).

Krótko mówiąc, zamiast podkręcać, spowalniasz w ten sposób metabolizm. Jesz mniej, robisz więcej, co przypominam, oznacza podwójny deficyt. Organizm chcąc chronić siebie samego, jeszcze bardziej spowalnia. Twoje zapotrzebowanie spoczynkowe jest jeszcze mniejsze w porównaniu do startowego, ty nie widząc efektów, jeszcze bardziej podkręcasz śrubę, bądź obcinasz racje żywieniowe (najczęściej to i to do pary), co wręcz usypia metabolizm, a w dłuższej konsekwencji doprowadzi do jego załamania.

Co to oznacza w praktyce?
W dużym skrócie i uproszczeniu: ciało, widząc zagrożenie dla siebie (Ciebie), zacznie się bronić i straci całkowitą ochotę do pozbywania się zgromadzonych rezerw energetycznych. Natomiast wykorzysta każdą okazję, by coś jeszcze, na wszelki wypadek odłożyć. Tak więc skutek zupełnie odwrotny do przez nas założonego i pożądanego.

Jak więc do tego podejść? Co zrobić?
W popularnych kręgach mówi się, że 70% sukcesu to dieta. I owszem, ale dieta to nie głodówka! I od tego należy zacząć.

Należy mieć cały czas na uwadze, że proces odkładania tłuszczu – sam w sobie – jest tak samo naturalny jak oddychanie. To wbudowana w nas reakcja obronna, która według projektu producenta, podczas użytkowania zgodnie z przeznaczeniem w naturalnym środowisku jest niezbędna i zbawienna. Nasze ciało działa zgodnie ze swoją naturą, więc absolutnie nie jest to złośliwość z jego strony. Wręcz przeciwnie, to my robimy mu często na złość i dlatego reaguje – broni się jak potrafi, używając narzędzi, które posiada.

By rozpocząć gubienie słoninki i by proces ten okazał się skuteczny i trwały, ciało musi się poczuć komfortowo, a co za tym idzie, nie możemy wykonywać w stosunku do niego, żadnych gwałtownych ruchów.

Powtórzę ponownie:

Nie przybrałeś w tydzień, więc w tydzień nie zrzucisz!

I tego się trzymajmy…

…przynajmniej do następnego wpisu… a już idealnie będzie wbić sobie to do bani na zawsze 😉

Miałem zamiar zamknąć ten temat w dwóch częściach, ale gdy doszedłem do konkretów, okazało się, że objętość grubo mnie przerosła. Tak więc zapraszam z tego miejsca na zakończenie trylogii za jakiś, bliżej nieokreślony czas.

Big Up! 😉

 

 

image sources

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *