O co (nie) biega?

Jedną z najlepszych rad jaką w życiu otrzymałem, były pewne słowa bardzo mądrej i biznesowo doświadczonej kobiety. Był to czas kiedy mieszkałem we Francji i przyjechałem po długim czasie na wakacje do Polski. Siedzieliśmy przy kawie i rozmawialiśmy o tym, o czym normalnie się rozmawia przy filiżance gorącego czarnego napoju – pracy, planach, życiu. W tamtym czasie, mając lat 21, byłem zafascynowany teoriami i wizją świetlanej przyszłości zawartej w książce Roberta Kiyosaki „Bogaty ojciec, biedny ojciec”, łykałem wszystko co w niej było napisane jak pelikan lub jak aktorka z popularnych filmów dla dorosłych. Wtedy głównie na tej książce budowałem swój pogląd na temat pracy, pieniędzy i tego co bym chciał robić w życiu.
Widząc moje jednokierunkowe myślenie, owa kobieta powiedziała do mnie: „Staraj się zdobywać informację z dwóch nawet skrajnie różnych źródeł i pomiędzy nimi znajdź swój złoty środek”.

Dzisiaj tych lat mam 29 i patrząc z perspektywy czasu te słowa nie pozostały jedynie dobrą radą, ale jakby kierowały tym co się u mnie działo, bo za każdym razem gdy popadałem w jakąś skrajność w końcu przychodziła korekta i znów mogłem/musiałem poruszać się środkiem drogi. Ale co to ma wspólnego z bieganiem? Ze sportem w ogóle? Bo chyba o tym miał być ten blog, czyż nie? A no właśnie… mam taki charakter, że gdy już coś robię to oddaje się temu cały,  niejednokrotnie z ogromną dozą ambicji. Jeżeli robię coś dobrze, to zawsze zakładam, że można to zrobić lepiej. Potrafię, jak to się popularnie mawia – słuchać i choćby po krótszym lub dłuższym czasie przeanalizuje to co przeczytałem lub usłyszałem i pośród natłoku informacji czy wiedzy zastosować to co trzeba.

Tak było z bieganiem, które zaczęło się od tego, że chciałem schudnąć. Szybko jednak ewoluowałem z grubego joggera do biegowego frika, który zaczął zasypywać fejsbuka mapkami z biegowych treningów i udostępnionymi motywatorami z fanpejdżów – a jak że! – biegowych. Moje życie kręciło głównie wokół biegania, a trening, oczywiście biegowy to była rzecz święta, mimo tego że mam żonę, dziecko i pracuję na etat. Natura jednak nie lubi wersji mono – żeby nie napisać inaczej 😉 Do rozwoju czy wręcz przetrwania potrzebne jest przynajmniej stereo, a najlepiej poli (jeżeli ktoś ma żonę lub męża lepiej nie próbować tego w domu :P). Bieganie może być jedyną pasją, ale nie może być jedyna formą aktywności fizycznej. Nie, nie jesteśmy urodzonymi biegaczami, kulturystami, crossfiterami czy jakimkolwiek innym sportowym świrem. Nasze ciało zostało stworzone i działa według pewnych zasad, którym nie jesteśmy w stanie się sprzeciwić tak jak nie możesz sprzeciwić się fizycznym prawom np. grawitacji, a wszelkie próby oszukania naszego organizmu na dłuższą metę kończą się zazwyczaj przykrymi konsekwencjami, bo nasze ciało zawsze dąży do funkcjonalnej równowagi.

To o co biega?

Biega o to o czym wspominał na swoim blogu Maciek Bielski (ugot2bestrong.com): „Zasadniczo jedynym rodzajem człowieka który pragnie zmiany jest dziecko z mokrą pieluchą . Zdecydowana większość uwielbia swoje małe, ciche cztery kąty, gdzie bez większych zmian ani drastycznych przemeblowań może wegetować do momentu, aż tynk nie zacznie sypać się ze ścian. To samo tyczy się większości osób, które rozpoczynają swoją przygodę z aktywnością fizyczną.

Schemat powinien być następujący: Najpierw wypada nauczyć się podstaw… ale po co tracić czas na nudy skoro można od razu zacząć próbować te fajnie wyglądające ćwiczenia ??

No właśnie po to żeby na solidnym fundamencie odpowiedniej ruchomości i siły móc potem dowolnie eksperymentować nad tym co lepiej pasuje i działa. Ale większość pomija ten krok ( zwany budowaniem bazy ) i zatrzymuje się na etapie „mam swoje ulubione 5 ćwiczeń i robię je całkiem nieźle to po co je zmieniać”… i po jakimś bliżej nieokreślonym krótkim czasie zaczynają się sypać, to boli bark, to kolano, to plecy ..ale przecież mam swoje ulubione ćwiczenia , które męczę cały czas jak nerdy Warcraft’a i robię je dobrze- więc skąd te bolesności ??

To wszystko dlatego że dochodzi do zmian spowodowanych nadmiernym przeciążeniem z racji nadużywania jednego rodzaju ruchu w danym zestawieniu.”

Dbając całościowo o nasz organizm możemy być lepsi w tym co kochamy robić najbardziej i cieszyć się zdrowiem przez długie lata.

Komentarze

  1. Marzena says:

    Witam Pania Wilku (Zly ??? chyba nie 😛 )

    No to jak juz ugrzezniemy w naszych „cichych czterech katach” biegowego treningu i zaczynaja sie bole kolan lub stawow, jak mamy sie ratowac? Inny zestaw cwiczen (jaki) , basen (nie kazdy ma do dyspozycji), joga ?
    Co do bolacych stawow i skrzypiacych kolan…co myslisz o wszystkich tych suplementach kolagenowych, ktore obiecuja poprawe naszych stawow?

    Pozdrawiam..i ide biegac 🙂

    1. Wilku Zły says:

      Marzenko 🙂
      może zabrzmi to prozaicznie, ale… idź do dobrego fizjoterapeuty. Dlaczego? Bo nie wiadomo co jest przyczyną tego stanu rzeczy. Nasz organizm to kompleks naczyń połączonych i jedno niesprawnie funkcjonujące naczynie ma wpływ na pozostałe. Np. podczas jednej z takich wizyt u mojego fizjoterapeuty okazało się, że kontuzja z dzieciństwa (sic!) jednej z kostek powodowała ból w biodrze. Poza tym bieganie (oraz wszelkie inne nieodpowiednio dobrane ćwiczenia) może pogłębiać pewne nieprawidłowości, które nabyliśmy już wcześniej. Jeżeli nie jest to uszkodzenie mechaniczne kolana, domyślam się, że Twój organizm „chciał sobie” na kolanie zrekompensować „słabość” z innego miejsca co doprowadziło do przeciążenia i bólu, bo trzeba nam pamiętać, że organizm zawsze będzie dążył do równowagi.
      Co się tyczy suplementacji jest to raczej zapobieganie i jeżeli jest to kontuzja mechaniczna to cudownie ten kolagen Cię nie wyleczy 🙂 Poza tym podstawa to jedzenie, bo tak jak mówił Hipokrates „Niech pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem” 🙂
      Pozdrawiam 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *